Nie ma jak w domu...
Rosnące jeszcze w zeszłym roku w zastraszającym tempie ceny mieszkań wywołały prawdziwy boom na budowę domów. Czy jednak nadal to tak atrakcyjna alternatywa?
Budowanie indywidualne w oparciu o wynajętą ekipę jest w dzisiejszych czasach łatwiejsze o tyle, że nie można raczej narzekać na brak fachowców. Jeszcze niedawno mówiło się o fali emigracyjnej, która wygnała w świat najlepszych majstrów, pozostawiając nam na miejscu domorosłych specjalistów próbujących zarobić na powstałej niszy. Teraz sytuacja powraca do normy, a wraz z nią zdrowa konkurencja na rynku usług, a nawet materiałów budowlanych. Henryk Benkowski, dyrektor serwisu KurierBudowlany.pl ocenia nawet, że spośród 10 tys. obsługiwanych firm co piąta ma wolne terminy i intensywnie poszukuje zleceń.
Nie wszystkich ten fakt cieszy. Jeszcze kilka miesięcy temu budowlańcy byli najbardziej poszukiwaną na rynku pracy grupą zawodową. Liczne inwestycje mieszkaniowe przekładały się proporcjonalnie na wzrost zatrudnienia i płac w branży. Kryzys jednak pokrzyżował plany wszystkim, doprowadzając do wstrzymania wielu przedsięwzięć budowlanych. W skrajnych przypadkach inwestorzy podejmowali nawet decyzje o rezygnacji z wcześniejszych planów. Powodem stały się nie tylko spadki wartości domów i mieszkań, ale i brak popytu na nie, uzasadniony najpierw wyczekiwaniem na dalsze spadki cen, a zaraz potem obostrzeniem warunków kredytowych przez banki.
Wydawałoby się, że kolejnym czynnikiem hamującym indywidualne budownictwo mieszkaniowe będzie gwałtowny wzrost cen gruntów w okolicach miast, ale tak nie jest. Mimo że w ciągu półtora roku ziemia rolna w Polsce podrożała o połowę, a za hektar trzeba zapłacić już średnio ponad 7 tys. zł, o czym informuje Rzeczpospolita, nadal budujemy domy. Czym to tłumaczyć?
Oczywiście w coraz większym stopniu cenimy przestrzeń własną, jaką zapewnia nam dom. Fakt, że ceny ziemi na wsi rosną, nie zniechęca, bo w dalszym ciągu w porównaniu do gruntów w mieście są one atrakcyjne. Inna rzecz, że zdaniem ekspertów rynek domów jest wciąż niewielkim wycinkiem rynku nieruchomości, więc obecny kryzys go nie dotknie. Głównie dlatego, że osoby decydujące się na zakup lub budowę posiadają najczęściej wysokie dochody i oszczędności. Według Pulsu Biznesu, nie odczuwają one szczególnych restrykcji związanych z kredytem.
- Zaraz po zakończeniu budowy wartość rynkowa domu jest z reguły wyższa od zsumowanej wartości działki i materiałów zużytych do podstawienia budynku. Prywatni inwestorzy zyskują bowiem różnicę między wartością rynkową a wartością odtworzeniową, czyli kosztem działki, materiałów i robocizny, w związku z tym łatwiej będzie im się odnaleźć w realiach zmienionej oferty banków - uważa Aleksandra Łukasiewicz, członkini zarządu Open Finance.
Eksperci zgodnie przekonują, że choć kryzys może wywoływać niepewność, jedno jest pewne: mogą teraz skorzystać ci, którzy mimo załamania nie zrezygnują z inwestycji. Wprawdzie zapłacą wyższe odsetki od kredytu, równocześnie mogą jednak liczyć na spore oszczędności, np. na taniejących materiałach budowlanych. Nie bez znaczenia jest też fakt, że możemy przebierać w ekipach budowlanych oraz negocjować ceny zleceń.
Zobacz także:
Lepsza jakość materiałów budowlanych
Kogo cieszy kryzys w budownictwie?
Dobry moment na budowę domu
Budownictwo energooszczędne w Polsce
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



